niedziela, 26 czerwca 2011

Ostatnia niedziela

To ostatnia niedziela, za kilka dni się rozstajemy, troszkę się rozejdziemy, w odległy świat.
Taka parafraza znanej piosenki, gdyż to ostatnia niedziela przed wyjazdem. Bilet na pociąg do Warszawy kupiony, najśmieszniejsze jest to, że będziemy jechali 7 godzin !
 no szok.
 z Ciocią Basią umówiłyśmy się, że jak już będę przejeżdżała przez Iławę to przyjdzie nam pomachać, taki stary rodzinny zwyczaj. Jak jeździłam dużo i często tamizpowrotem do Warszawy w delegację, to przejeżdżając przez Iławę zawsze dzwoniłam do Babci. Teraz Babci już nie ma a z Ciocią troszkę tradycję podtrzymamy ;-)
 no może to śmieszne, ale Babcię i Ciocię to cieszy. A o to przecież chodzi.
Ostatnia niedziela mija, Iga poleciała na plażę spotkać się z ludźmi z klasy, zapowiedziała, że może z tą całą bandą wpadnie do domu. Wieczorkiem. Ale na razie cisza.
A od poniedziałku ścićle zaplanowany kalendarz. Zaczynam od wizyty u kosmetyczki, potem bank (po drodze), potem poczta, i do tłumacza, do Sopotu. Dobrze, że mam rower, to sobie pojeżdżę. Wprawdzie dawno nie zaglądałam do hali garażowej, ale chyba tam jeszcze stoi? Iga od rana w rozjazdach, bo przecież jeszcze musi pojechać do koleżanki do Rumi. No musi.
Atmosfera podekscytowania rośnie z każdym dniem. Zastanawiam się, jak się przygotować do podróży. Bo na podwórku średnio ciepło, ale spodziewam się, że w samolocie będzie zimno, jak już włączą klimę? Jeszcze przed wyjazdem muszę pamiętać o tym, że trzeba wylączyc prąd i odłączyć wodę w mieszkaniu. Oddać klucze wszystkim zainteresowanym. 

Brak komentarzy: